
Gary Neville to jeden z tych zawodników, których od zawsze uważałem za uosobienie może nieco wyidealizowanego etosu piłkarza. Waleczny, dostojny, zawsze z opaską kapitańską, kopacz z zasadami, jakich niewielu.
We wtorkowy wieczór ów mit Nevilla dżentelmena brutalnie obalił on sam. Dziś rano sportowe dodatki wszystkich angielskich gazet przyćmiło zdjęcie, na którym 34-letni Gary Neville wyciąga środkowy palec w kierunku o prawie dziesięć lat młodszego Carlosa Teveza. Wiadomo, derby Manchesteru to zawsze dodatkowa dawka emocji. Dawka tym większa, że Czerwone Diabły pogrążył wspomniany Tevez, który przed kilkoma miesiącami pożegnał się z Old Trafford. Alex Ferguson poskąpił na niego 30 milionów funtów, a wczoraj bardzo dobitnie przekonał się, że Argentyńczyk wart jest może nawet więcej. Ale wracając do meritum, największe emocje i największy stres nie tłumaczą zachowania doświadczonego obrońcy ManU. Nie tłumaczy go również postawa samego Teveza, który celebrując zdobycie bramki nie mógł przegapić okazji, by sprowokować kibiców United.
Gdyby to Carlito pokazał "fuckersa" Neville'owi zwaliłbym wszystko na karb krnąbrnego charakteru i wciąż jeszcze młodzieńczej dawki czupurności. Sytuacja jest jednak odwrotna. Doświadczony kapitan dał się sprowokować, co dla mnie jest nie do przyjęcia.
Warto przypomnieć, że po poprzednich derbach Gary również miał kłopoty. Wówczas prowokował kibiców Citizens, a całego zdarzenia nie uwieczniono na taśmie. Teraz sytuacja jest z goła inna i zdziecinniałego weterana angielskich boisk osądzi federacja.